Pilotażowe linie autobusowe w Mazowieckiem mogą zniknąć. Posłanka interweniuje ws. transportu dla małych miejscowości
Mieszkańcy kilkudziesięciu mazowieckich miejscowości mogą stracić dostęp do publicznego transportu. Połączenia autobusowe, które przez ostatnie miesiące łączyły mniejsze gminy z większymi ośrodkami, stoją pod znakiem zapytania. Posłanka Paulina Matysiak zwróciła się do marszałka województwa z interwencją, by zapobiec przerwaniu usług.
Pilotaż, który zaczął działać
W 2024 roku województwo mazowieckie podpisało z PKS Bodzentyn trzy umowy na obsługę autobusową w regionach północno-wschodnim, południowo-zachodnim oraz północno-zachodnim. Dwunastomiesięczny pilotaż miał sprawdzić, czy da się poprawić dostępność komunikacyjną w obszarach dotkniętych wykluczeniem transportowym.
Na początku frekwencja była niewielka, co nie dziwi przy nowych liniach. Mieszkańcy potrzebowali czasu, by dostosować swoje codzienne nawyki do nowej oferty. Operator nie czekał biernie – oznakował przystanki, opracował rozkłady jazdy, przygotował ofertę biletów jednorazowych i miesięcznych, prowadził akcje informacyjne.
Wysiłki przyniosły efekt. W ostatnich miesiącach liczba pasażerów systematycznie rosła. Na liniach regionu północno-zachodniego sprzedaje się obecnie 50-60 biletów miesięcznych, a w regionie północno-wschodnim od dwóch miesięcy notuje się wzrost zainteresowania biletami okresowymi. Także kupno biletów jednorazowych poszło w górę, co pokazuje, że mieszkańcy zaakceptowali nową ofertę i wkomponowali ją w swoje potrzeby.
Koniec umów i brak nowego przetargu
Problem w tym, że pierwsza umowa kończy się już 15 listopada, dwie pozostałe 2 grudnia. Mimo że Urząd Marszałkowski deklaruje chęć kontynuacji przewozów, do tej pory nie ogłoszono nowego postępowania przetargowego. To oznacza realne zagrożenie przerwą w funkcjonowaniu linii.
Skutki byłyby dotkliwe. Mieszkańcy, którzy zaczęli planować swój dzień wokół autobusowych rozkładów jazdy, straciliby możliwość dojazdu do pracy, szkół, urzędów czy placówek medycznych. Z trudem budowane przez ostatnie miesiące zaufanie do publicznego transportu runęłoby. Ludzie, którzy uwierzyli w stabilność połączeń, poczuliby się oszukani.
Przerwanie usług miałoby też wymiar ekonomiczny. Operator musiałby zwolnić kierowców, dyspozytorów i pracowników administracji, którzy przez ostatni rok poznali trasy i pasażerów. Gdyby przewozy ruszyły ponownie w przyszłości, trzeba by od nowa rekrutować i szkolić ludzi, co wygenerowałoby dodatkowe koszty. Flota autobusów przeznaczona do obsługi linii stałaby bezczynnie, powodując straty finansowe i zagrażając płynności firmy.
Rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki
Jak podkreśla posłanka Matysiak, prawo przewiduje wyjście z sytuacji. Ustawa o publicznym transporcie zbiorowym oraz rozporządzenie unijne nr 1370/2007 pozwalają organizatorowi przewozów na zawarcie umowy tymczasowej z dotychczasowym operatorem w trybie z wolnej ręki, gdy zagraża przerwa w świadczeniu usług publicznych. Taka procedura zapewniłaby ciągłość połączeń do czasu rozstrzygnięcia nowego przetargu.
W interwencji skierowanej do marszałka Adama Struzika posłanka pyta wprost: czy województwo planuje umowę tymczasową, na jakim etapie jest przygotowanie nowego przetargu, czy przewiduje się przerwę w kursowaniu autobusów i czy przeanalizowano społeczne oraz ekonomiczne konsekwencje takiego scenariusza.
Mieszkańcy małych mazowieckich miejscowości czekają na odpowiedź. Zegar tyka, a 15 listopada coraz bliżej.







