Kasy zamknięte, pasażerowie zdani na siebie. Polregio tłumaczy się z chaosu w opolskim

Aerial perspective of intersecting railway tracks in Bangkok, Thailand, highlighting urban transit.

Od 1 lutego przez prawie dwa tygodnie pasażerowie na czterech stacjach w województwie opolskim nie mogli kupić biletu w kasie. Spółka Polregio unieważniła przetarg, nie miała planu B – i liczyła, że jakoś to będzie.

Przetarg przepadł, kasy zamknięte

Historia zaczyna się od nieudanego przetargu. Polregio ogłosiło postępowanie na obsługę agencyjnej sprzedaży biletów na stacjach w Opolu, Kędzierzynie-Koźlu, Kluczborku i Brzegu. Kiedy jednak oferty wpłynęły, okazało się, że jedyny oferent wycenił usługę o blisko 40 procent wyżej, niż spółka zaplanowała w budżecie. Polregio przetarg unieważniło – i od razu, z dniem 1 lutego 2026 roku, zamknęło kasy.

Pasażerowie zostali z biletomatami, aplikacją mobilną i internetem. Dla wielu z nich, zwłaszcza starszych mieszkańców regionu, to bariera trudna do pokonania. W odpowiedzi na falę skarg zaczęto zbierać podpisy pod petycją w obronie kas. Sprawą zainteresowała się posłanka Paulina Matysiak, która złożyła do zarządu Polregio formalną interwencję poselską.

Tajemnica handlowa zamiast odpowiedzi

Posłanka chciała wiedzieć przede wszystkim, jak spółka szacowała koszty obsługi kas i dlaczego budżet okazał się tak oderwany od realiów rynkowych. Odpowiedź, jaką otrzymała od dyrektor Magdaleny Kułak, jest wymowna: metodologia wyceny stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa i – skoro odpowiedź na interwencję poselską staje się z mocy prawa informacją publiczną – szczegółów ujawnić nie można.

Polregio zapewnia jedynie, że szacowanie przeprowadzono „z należytą starannością”, a winę za przepaść między budżetem a ofertą zrzuca na rynek. Spółka wskazuje przy tym, że w większości lokalizacji w przetargach startuje tylko jeden podmiot, co jej zdaniem sprzyja zawyżaniu cen. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta sytuacja była do przewidzenia – a mimo to nikt nie przygotował żadnego awaryjnego scenariusza.

Bilet w pociągu, czyli alternatywa z gwiazdką

W kwestii obsługi pasażerów wykluczonych cyfrowo Polregio wskazuje, że można kupić bilet bezpośrednio u konduktora – bez dodatkowej opłaty, jeśli w danej stacji nie działają kasy. Osoby po 70. roku życia oraz z niepełnosprawnościami mogą po prostu wsiąść do pociągu i poczekać na kontrolę.

Brzmi rozsądnie – ale tylko na papierze. W praktyce oznacza to, że starszy pasażer przyjeżdża na dworzec, nie ma gdzie kupić biletu, musi wsiąść do pociągu bez dokumentu i liczyć na to, że konduktor się pojawi i wystawi mu bilet. To nie jest komfortowe rozwiązanie dla kogokolwiek, a już szczególnie nie dla osób, które od lat przyzwyczajone są do zakupu biletu przy okienku.

Kasy wróciły – ale pytania zostają

Finał historii jest na szczęście pozytywny: kasy na wszystkich czterech stacjach zostały ponownie uruchomione między 10 a 12 lutego – tym razem już jako kasy własne Polregio, a nie agencyjne. Przerwa trwała niecałe dwa tygodnie.

Jednak sam fakt, że do tego w ogóle doszło, skłania do refleksji. Spółka, która obsługuje połączenia regionalne w całej Polsce i dysponuje kapitałem zakładowym przekraczającym 600 milionów złotych, nie potrafiła przewidzieć ryzyka związanego z unieważnieniem przetargu ani przygotować przejściowego rozwiązania. Pasażerowie – zamiast zostać odizolowani od problemu – stali się jego bezpośrednimi ofiarami.

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też