Dowozy do szkół bez standardów?

autobusy szkolne

Z dowozów transportem publicznym do szkół poza dużymi miastami korzystają tysiące dzieci, jednak jak się okazuje, nie zawsze działa on dobrze. Posłanka z Kutna, Paulina Matysiak, postanowiła sprawdzić, jak to wygląda w jej regionie, po czym skierowała pytania do ministra edukacji.

Lekcja czekania

Parlamentarzystka na pismo skierowane do władz gminy Kutno odpowiedź otrzymała pod koniec ubiegłego roku. Wynika z niej, że uczniowie szkół podstawowych w Gołębiewku, Byszewie i Strzegocinie muszą czekać na lekcje nawet do 40 minut po tym, jak dojadą do szkoły. Z przewozów korzysta w zależności od szkoły od kilkudziesięciu do ponad 150 uczniów.

Problem ogólnopolski?

Jak pisze w interpelacji do resortu edukacji posłanka, jej wątpliwości budzą standardy dowozów do szkół. Oprócz tego, że część dzieci narażona jest na długie czekanie na rozpoczęcie lekcji, to często jeszcze spędzają w autobusie dużo czasu, jeżeli trasa jest długa. Sprawia to, że część rodziców decyduje się na samodzielne dowożenie dzieci, a te, których rodzice nie mogą sobie na to pozwolić, są z kolei wykluczone z zajęć pozalekcyjnych. Parlamentarzystka pyta w piśmie, czy istnieją jakieś regulacje dotyczące czasu, który uczniowie spędzają w autobusach i czekając na lekcje, a potem na transport do domu.

O odpowiedzi ministerstwa poinformujemy. 

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też