Przejazd zablokowany, odpowiedzialność rozproszona. Dzierzązna odcięta od Płocka
Betonowe bloki na torowisku, działające rogatki, których nikt nie może użyć, i cztery instytucje zgodnie tłumaczące, dlaczego akurat one nie mogą nic zrobić. Mieszkańcy Dzierzązny od ponad trzech lat jeżdżą na około, bo nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za kilkadziesiąt metrów drogi o niejasnym statusie. W sprawie interweniowała posłanka Paulina Matysiak.
Rogatki działają, przejazdu nie ma
Gdyby ktoś nie wiedział, co się dzieje w Dzierząznej, mógłby się zdziwić. Przy przejeździe kolejowym na linii nr 33, między Łąckiem a Płockiem Radziwiem, wszystko wygląda normalnie: sygnalizacja świetlna mruga, rogatki są sprawne, oświetlenie działa. Tylko że wjechać się nie da — drogę blokują betonowe zapory.
Za nimi jest krótki odcinek drogi łączącej ulicę Kutnowską z miejscowością Dzierzązna w gminie Nowy Duninów. Krótki, ale kluczowy — bo bez niego mieszkańcy okolicznych wsi muszą nadrabiać kilometry, żeby dostać się do Płocka. Do pracy, lekarza, szkoły. Sprawą zainteresowała się posłanka Paulina Matysiak i wysłała pisma z interwencją do kilku instytucji.
Powód? Kilkadziesiąt metrów bez statusu
PKP Polskie Linie Kolejowe w odpowiedzi na pismo parlamentarzystki tłumaczą sprawę przepisami. Przejazd kolejowo-drogowy może funkcjonować tylko tam, gdzie krzyżuje się z drogą publiczną. Odcinek prowadzący do przejazdu nigdy takiego statusu nie miał — formalnie to droga wewnętrzna, leżąca na gruncie należącym do PKP. Nie da się więc przypisać jej do żadnej z dopuszczalnych kategorii przejazdów, co w konsekwencji wymusiło zamknięcie.
Spółka przyznaje, że zgodę na likwidację wydano już w marcu 2021 roku. Fizycznie jednak przejazdu nie zlikwidowano — bo to oznaczałoby definitywny koniec, bez możliwości powrotu do stanu sprzed blokady. Infrastruktura stoi więc czynna i jest serwisowana. PKP PLK czeka, aż ktoś w końcu ureguluje status drogi.
Sąd nakazał, bloki wróciły
Sprawa miała swój sądowy rozdział. Lasy Państwowe — Nadleśnictwo Łąck, jako właściciel działki korzystającej ze służebności przejazdu, w 2023 roku pozwały PKP PLK o usunięcie bloków. Sąd Rejonowy w Płocku oddalił pozew — uznał, że spółka miała obowiązek zamknąć przejazd niespełniający wymogów prawa.
Sąd Okręgowy w Płocku miał jednak inne zdanie. W lipcu 2024 roku nakazał usunięcie bloków, wskazując, że w chwili ich ustawienia — w styczniu 2023 roku — termin na dostosowanie przejazdu jeszcze nie upłynął, więc działanie PKP PLK było samowolne.
Spółka wykonała wyrok. Bloki usunęła. A następnie, po 19 września 2024 roku — kiedy ostateczny termin wynikający z rozporządzenia już minął — ustawiła je z powrotem. Tym razem, jak podkreśla, w pełnej zgodzie z prawem.
Cztery odpowiedzi, zero rozwiązań
Posłanka Paulina Matysiak skierowała interwencję do czterech podmiotów: PKP PLK, Prezydenta Płocka, Wójta Gminy Nowy Duninów i Starosty Płockiego. Odpowiedzi nadeszły od wszystkich. I wszystkie mówią mniej więcej to samo.
Prezydent Płocka wyjaśnia, że droga leży na działce będącej własnością PKP i miasto nigdy nią nie zarządzało. Przejęcie jej przez miasto jest niemożliwe — bo grunt nie należy do gminy i nie ma podstaw prawnych do takiego kroku.
Gmina Nowy Duninów zaznacza, że sam przejazd leży poza jej granicami administracyjnymi, co wyklucza jakiekolwiek bezpośrednie działania z jej strony. Przejęcia drogi dojazdowej gmina nie rozważa — brak tytułu prawnego.
Powiat Płocki wskazuje, że teren należy do Miasta Płocka jako powiatu grodzkiego, więc jego możliwości są ograniczone. Deklaruje gotowość do rozmów — i na tym poprzestaje.
Lata rozmów, żaden efekt
PKP PLK próbowało rozwiązać problem inaczej niż przez sąd. Od 2017 do 2023 roku spółka organizowała spotkania z gminami, starając się nakłonić je do nadania drodze statusu publicznej. Gdyby to się udało, przejazd mógłby funkcjonować legalnie. Się nie udało.
Mieszkańcy Dzierzązny i okolicznych miejscowości w tym czasie po prostu jeżdżą dookoła. Problem jest znany od lat, trafił już do sądów, doczekał się interwencji poselskiej i czterech oficjalnych odpowiedzi. Sprawne rogatki czekają na swoją kolej. Tylko że na razie nikt nie ma pomysłu, kto miałby im dać zielone światło.







