Jak szkoły i żłobki mają reagować na alert RCB? Posłanka pyta MSWiA, MEN i MRPiPS

Children enjoying playtime with blocks and cardboard house in a cozy classroom.

Telefon wibruje, na ekranie wyskakuje alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa: „udaj się w bezpieczne miejsce”. Dorosły w biurze jakoś sobie z tym poradzi. Ale co ma zrobić dyrektorka przedszkola z grupą kilkulatków? Albo opiekunka w żłobku, gdzie część dzieci dopiero uczy się chodzić?

Alert, który niczego nie tłumaczy

W części Polski takie komunikaty przestały być wyjątkiem. Rosyjskie ataki uderzają przede wszystkim w Ukrainę, ale ich skutki odczuwają też mieszkańcy polskiej strefy przygranicznej. Zdarzały się już ewakuacje placówek edukacyjnych, a także urzędów i niektórych zakładów pracy.

Szkoły, przedszkola i żłobki mają plany ewakuacji. Kłopot w tym, że ewakuacja nie zawsze jest dobrym pomysłem. Bywa, że najbezpieczniej zostać w budynku na kilka godzin, a może na kilkanaście albo dłużej, i na taki scenariusz dokładnych wytycznych brakuje.

Trzy ministerstwa, jedna interpelacja

Posłanka Paulina Matysiak skierowała w tej sprawie interpelację do trzech resortów naraz: MSWiA, Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Pod ostatni z tych resortów podlegają żłobki i kluby dziecięce, a w rozmowach o bezpieczeństwie szkół najmłodsze dzieci łatwo przeoczyć.

Posłanka chce wiedzieć, czy państwo ma w ogóle aktualną ocenę gotowości placówek na zagrożenie z powietrza, skażenie, długą przerwę w dostawie prądu czy konieczność zatrzymania dzieci i personelu w budynku na kilkadziesiąt godzin. Pyta też, czy ktokolwiek przeanalizował dotychczasowe alarmy i ewakuacje na terenach przygranicznych i czy wyciągnięto z nich wnioski. Podobne uwagi zgłaszają też przedstawiciele nauczycielskich związków zawodowych.

Kto mówi „zostajemy”?

Kto decyduje, że szkoła wychodzi, a kto, że zostaje i szuka schronienia? Jeśli przepisy nie odpowiadają na to jednoznacznie, w chwili zagrożenia wszystko zależy od refleksu jednej osoby.

Dlatego Matysiak proponuje obowiązkowe szkolenia dla nauczycieli i wszystkich pracowników placówek. Kiedy liczą się minuty, nikt nie będzie wertował segregatora z procedurą. Dzieci już dziś boją się alarmu, który nie okaże się próbą, a świadomość, że dorośli w szkole wiedzą, co robić, uspokaja i je, i ich rodziców.

Woda, pieluchy, mleko modyfikowane

Czy szkoły powinny mieć zapas wody, jedzenia, środków higienicznych, apteczek, oświetlenia awaryjnego i źródeł zasilania? Czy resorty rozważają minimalne standardy takiego wyposażenia?

W żłobku do listy dochodzą mieszanki dla niemowląt, pieluchy, leki i miejsce do snu. Małe dziecko trzeba nakarmić, przewinąć i uśpić, alarm czy nie alarm. Posłanka pyta, czy ktokolwiek uwzględnił to w procedurach.

Telefon do rodzica

Zostaje jeszcze komunikacja. Kto dzwoni do rodziców, w którym momencie i co ma im powiedzieć? Bez jednolitych wytycznych łatwo o chaos, w którym każdy dowiaduje się czegoś innego i z innego źródła. Matysiak pyta więc, czy ministerstwa przygotują wzory komunikatów na różne rodzaje sytuacji kryzysowych.

Pierwsze pytanie interpelacji brzmi niemal prowokacyjnie: czy placówki są przygotowane w stu procentach? Jeśli odpowiedź nie będzie twierdząca, posłanka prosi resorty o jak najszerszy opis planów na załatanie luk.

Na odpowiedzi czekamy i wrócimy do sprawy, gdy nadejdą.

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też