Łanięta: Gmina miała robić dwadzieścia kontroli rocznie. Zrobiła jedną
Mieszkaniec Łanięt szukał w ciągu doby chwili, kiedy mógł bezpiecznie otworzyć okno. Dym z sąsiednich kominów unosił się praktycznie bez przerwy — dusił, szczypał w oczy, wchodził do domu, zanim zdążył go zamknąć. Nagrał to telefonem i poszedł z tym do biura poselskiego Pauliny Matysiak.
Dym, którego nikt nie liczył
Sprawa nie dotyczyła jednego sąsiada. Z relacji mieszkańca wynikało, że część okolicznych domów wciąż grzeje się nieekologicznymi źródłami ciepła, a inne — mimo deklarowanej wymiany pieców na klasę 5 — nadal intensywnie kopcą. To może oznaczać spalanie złego paliwa, wadliwą instalację albo po prostu brak jakiegokolwiek nadzoru po wymianie. Zgłoszenia do gminy Łanięta, jak twierdził mieszkaniec, kończyły się reakcją opóźnioną, formalną albo żadną. Kontrole — jeśli w ogóle się odbywały — nie sprawdzały, czym ludzie faktycznie palą.
17 grudnia 2025 roku posłanka Matysiak napisała w tej sprawie do Dominika Przelazłego, Łódzkiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Zapytała, czy WIOŚ zamierza skontrolować gminę pod kątem realizacji obowiązków antysmogowych — ewidencji źródeł ciepła, kontroli pieców, egzekwowania wymiany urządzeń. I czy da się sprawdzić interwencyjnie jedną konkretną posesję, przy której zadymienie miało być całodobowe.
Wymagane dwadzieścia, zrobione jedna
Odpowiedź przyszła pół roku później. WIOŚ przeprowadził w gminie Łanięta kontrolę planową — od 13 lutego do 25 czerwca 2026 roku, ponad cztery miesiące. Wynik? Gmina powinna była przeprowadzać dwadzieścia kontroli przestrzegania przepisów antysmogowych rocznie. W 2024 roku przeprowadziła jedną, a w 2025 — siedem. Do normy zabrakło kilkunastu za każdym razem.
Nie wszystko wypadło źle. W dwóch innych obszarach kontroli — likwidacji nieefektywnych źródeł ciepła i edukacji ekologicznej — gmina spełniła wymogi, a nawet je przekroczyła: wymieniła kilka pieców ponad wymagane minimum, zorganizowała akcje sadzenia drzew, konkursy dla dzieci i punkt konsultacyjny programu Czyste Powietrze. Tylko że edukacja ekologiczna nie sprawdza, czym ludzie faktycznie palą w piecach. A tego akurat gmina nie kontrolowała — przynajmniej nie w wymaganej liczbie.
Protokołu nie podpisał
W dniu zakończenia kontroli wójt gminy Łanięta odmówił podpisania protokołu. WIOŚ dodatkowo wytknął, że dokumentacja z własnych kontroli gminy nie zawierała podstawowych informacji — na przykład jakiej klasy kocioł stał w kontrolowanym budynku. Inspektorzy znaleźli też rozbieżności między tym, co gmina wykazała w sprawozdaniach za 2024 i 2025 rok, a tym, co faktycznie ustalili na miejscu: błędnie podane liczby wymienionych źródeł ciepła, pominięte termomodernizacje, częściowo niewykazaną liczbę kontroli.
Symptomatyczny jest termin jednego z gminnych dokumentów. Zarządzenie porządkujące procedurę prowadzenia kontroli antysmogowych wójt podpisał 16 lutego 2026 roku — trzy dni po tym, jak inspektorzy WIOŚ weszli do gminy.
Za niedotrzymanie wymaganej liczby kontroli WIOŚ zapowiedział wszczęcie postępowania w sprawie administracyjnej kary pieniężnej. Do wójta trafi też wystąpienie pokontrolne z żądaniem usunięcia nieprawidłowości.
Jeden dom, jedna decyzja
A ta konkretna posesja, o którą pytała posłanka? WIOŚ nie skontrolował jej sam — przekazał sprawę wójtowi gminy Łanięta jako właściwemu do rozpatrzenia. Odpowiedź przyszła 15 stycznia 2026 roku: gmina przeprowadziła trzy kontrole w rejonie wskazanej posesji. W dwóch budynkach mieszkańcy wymienili już piece na klasę 5. W jednym wciąż działa kocioł pozaklasowy — i wobec tego budynku gmina wszczęła postępowanie administracyjne, a następnie wydała decyzję nakazującą ograniczenie negatywnego oddziaływania na środowisko.
Brzmi to jak sprawnie działający urząd. Tyle że to samo pismo zapowiada dopiero „sukcesywne kontrole źródeł grzewczych” od stycznia 2026 roku — czyli dopiero wtedy, gdy sprawa trafiła już do posłanki i inspektoratu.







