Koleje Dolnośląskie i Wielkopolskie nie mają wspólnego biletu. Mają wspólnego pośrednika — POLREGIO

A sleek, modern train at Dolny Śląsk station with a traveler in the foreground.

Bilet za 40,50 zł, który tak ucieszył pasażera jadącego z Wrocławia do Poznania, wcale nie jest biletem Kolei Dolnośląskich ani Kolei Wielkopolskich. To bilet POLREGIO. Obaj samorządowi przewoźnicy tylko go honorują — każdy na mocy osobnej umowy z POLREGIO, nie między sobą. Ten mechanizm ujawniły dopiero odpowiedzi na interwencję posłanki Pauliny Matysiak.

Sprawa zaczęła się 26 czerwca. Do biura poselskiego zgłosił się pasażer regularnie jeżdżący na trasie Wrocław–Poznań, gdzie od 14 czerwca zamiast bezpośrednich pociągów regionalnych kursuje układ przesiadkowy: Koleje Dolnośląskie do Leszna lub Rawicza, dalej Koleje Wielkopolskie. W kasie bilet na całą trasę kosztuje 40,50 zł. W aplikacji KOLEO — 53,60 zł przy przesiadce w Lesznie albo 56,70 zł w Rawiczu. 27 czerwca posłanka wysłała w tej sprawie pismo z sześcioma pytaniami do marszałków obu województw. Odpowiedzi przyszły z obu urzędów — najpierw z Wrocławia, kilka dni później z Poznania — i zestawione ze sobą, tłumaczą więcej, niż zapewne planowali napisać urzędnicy.

Tania podróż, cudzy bilet

Wicemarszałek województwa wielkopolskiego Krzysztof Grabowski wyjaśnił mechanizm wprost. Bilet w cenie 40,50 zł sprzedawany jest w kasie z użyciem kodu komunikacyjnego przypisanego przewoźnikowi POLREGIO. Koleje Wielkopolskie i Koleje Dolnośląskie zawarły odrębne umowy o wzajemnym honorowaniu biletów właśnie z POLREGIO — i dzięki nim bilet wystawiony na ten kod jest ważny w pociągach obu samorządowych spółek. Między sobą Koleje Dolnośląskie i Koleje Wielkopolskie takiej umowy nie mają.

Nawet zakup u konduktora, który w interwencji wyglądał jak prosta alternatywa dla kasy, okazuje się dwuetapowy. Terminale Kolei Wielkopolskich nie potrafią wystawić biletu na całą trasę Poznań–Wrocław. Konduktor sprzedaje bilet tylko do Rawicza, z adnotacją „dalej/zmiana przewoźnika” — a od Rawicza do Wrocławia kolejny bilet, bez dodatkowej opłaty, wystawia już konduktor Kolei Dolnośląskich.

W internecie każdy sprzedaje tylko swoje

W kanale internetowym ten trik z cudzym kodem nie działa. Jak tłumaczy wicemarszałek Michał Rado z Dolnego Śląska, każdy przewoźnik funkcjonuje tam jako odrębny wystawca biletów i sprzedaje wyłącznie na przejazdy realizowane własnymi pociągami, powiązane z konkretnym rozkładem jazdy. System nie ma jak wystawić jednego dokumentu na trasę obsługiwaną przez dwie różne spółki.

Do tego dochodzi rozjazd ofert handlowych. Bilet relacyjny „Ty i raz, dwa, trzy” honorują Koleje Dolnośląskie. Koleje Wielkopolskie — nie. Ujednolicenie takich zasad, zanim w ogóle powstanie wspólny bilet internetowy, wymaga uzgodnień organizacyjnych, handlowych i technicznych między przewoźnikami, a potem jeszcze prac dostawców oprogramowania obsługującego systemy sprzedaży.

Zobowiązania są. Terminy się rozjeżdżają

Oba urzędy marszałkowskie zapewniają, że formalnie zobowiązały swoich przewoźników do rozwiązania problemu — Dolny Śląsk pisemnie, Wielkopolska poleceniem podjęcia wszelkich możliwych działań. Od 16 kwietnia trwają też cykliczne spotkania między Kolejami Dolnośląskimi a Kolejami Wielkopolskimi w sprawie wspólnego honorowania taryf i ofert.

Na pytanie, kiedy pasażer kupi wreszcie jeden bilet przez telefon, oba urzędy odpowiadają jednak inaczej. Koleje Dolnośląskie deklarują wdrożenie do 30 września. Wielkopolska pisze ostrożniej — że rozwiązanie ma zostać wprowadzone do końca roku, i to pod warunkiem, że uda się jeszcze dogadać z samym KOLEO, bo umowa z operatorem sprzedaży internetowej to osobna sprawa niż porozumienie między przewoźnikami.

Do września albo do grudnia — zależnie, którego marszałka zapytać — pasażer kupujący bilet z telefonu we Wrocławiu wciąż zapłaci więcej niż ten, kto zdążył dojść do kasy po bilet z cudzym kodem.

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też