Oferta rodzinna jako narzędzie tłumienia popytu — ministerstwo wyjaśnia cięcie zniżki

Baltic Express train at a modern railway station, ready for departure.

Ministerstwo Infrastruktury odpowiedziało na interpelację posłanki Pauliny Matysiak w sprawie pogorszenia oferty „Taniej z bliskimi”. Trzy tygodnie po tym, jak zmiana weszła w życie i zaczęło od przyznania, że wiedziało o cięciu zniżek — i się zgodziło.

Ministerstwo wiedziało

Podsekretarz Stanu Piotr Malepszak potwierdził, że obniżenie rabatu do 15% nastąpiło „na wniosek Spółki PKP Intercity i za zgodą Ministerstwa Infrastruktury”. Decyzja była poprzedzona analizami — resort przywołuje precedens z 2025 roku: obniżenie wakacyjnej zniżki do 20% nie spowodowało wówczas spadku popularności oferty.

Skąd więc kolejne cięcie, do 15? Uzasadnienie jest nieoczekiwane. Mniejsza zniżka w „Taniej z Bliskimi” ma skłonić część pasażerów do korzystania z mniej popularnych pociągów i sięgania po ofertę „Promo”. Popularne składy zapełnią się wolniej, miejsca będą dostępne dłużej, rosnący popyt rozłoży się równomiernie. Zniżka dla rodzin stała się narzędziem zarządzania popytem — celowo mniej atrakcyjnym.

Pieniądze? Tajemnica

Na pytania o aspekty finansowe odpowiedzi nie ma — przynajmniej nie w tym piśmie. Dane dotyczące liczby biletów sprzedanych latem 2025 w ramach „Taniej z Bliskimi”, łączna wartość tej sprzedaży, szacunki przy utrzymaniu 30-procentowego rabatu i zysk PKP Intercity za 2025 rok — wszystko to ministerstwo kwalifikuje jako Tajemnicę Przedsiębiorstwa. Tak samo jak korespondencja między resortem a PKP Intercity, o którą posłanka prosiła.

Zestawienie tych liczb pozwoliłoby odpowiedzieć na pytanie, czy obcięcie wakacyjnej zniżki służy pasażerom czy przychodom spółki. Tego porównania w oficjalnych dokumentach nie będzie.

Pasażerów nie ubyło

Jedna informacja pozostaje jednak jawna: zmiana opustu — jak zapewnia ministerstwo — nie spowodowała spadku liczby pasażerów. Resort przedstawia to jako potwierdzenie słuszności decyzji. Ale czytane obok uzasadnienia, gdzie celem zmiany było przeniesienie części pasażerów na mniej popularne pociągi lub do oferty „Promo”, znaczy coś innego. Ludzie nadal jeżdżą, tyle że kupili inne bilety albo wsiedli do innych pociągów. Czy przy tym zapłacili więcej, niż gdyby obowiązywało standardowe 30%? Tej informacji w odpowiedzi resortu nie znjadziemy.

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też