Biegli sądowi: wczoraj dla ubezpieczyciela, dziś dla sądu
Biegły, który przez lata wyceniał szkody dla towarzystwa ubezpieczeniowego, może następnego dnia orzekać w tej samej sprawie – tylko po drugiej stronie sądowej sali. Ministerstwo Sprawiedliwości nie widzi w tym problemu. Zapytane wprost, przyznaje też, że nawet nie sprawdza, jak często do takich sytuacji dochodzi.
Do biura poselskiego Pauliny Matysiak trafiały sygnały od ekspertów rynku motoryzacyjnego i osób biorących udział w postępowaniach o odszkodowania komunikacyjne. Chodziło o biegłych związanych, obecnie lub w przeszłości, z zakładami ubezpieczeń. Posłanka wysłała do Ministerstwa Sprawiedliwości pytania i właśnie nadeszła odpowiedź.
Konfliktów interesów nikt nie liczy
Pierwsze pytanie było najprostsze z możliwych: czy ministerstwo w ogóle analizowało skalę potencjalnych konfliktów interesów wśród biegłych opiniujących w sprawach odszkodowań komunikacyjnych? Odpowiedź mieści się w jednym zdaniu – resort takich danych nie gromadzi. Niezależnie od specjalizacji biegłego.
Podobnie jest z wyłączeniami biegłych z postępowań. Ile ich było, w jakich okolicznościach, jak często dotyczyły powiązań z ubezpieczycielami – tego też nikt nie zlicza. Ministerstwo tłumaczy to niezależnością sądów: to sąd, a nie resort, decyduje w każdej sprawie osobno.
Wątpliwy argument
Przepisy formalnie dają stronom narzędzie. Zgodnie z art. 281 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, aż do zakończenia czynności biegłego można żądać jego wyłączenia z tych samych powodów, dla których można wyłączyć sędziego. Wcześniejsza lub aktualna współpraca z ubezpieczycielem mieści się w tym katalogu.
Tyle że resort od razu dodaje zastrzeżenie: sam fakt takiej współpracy w przeszłości nazywa „wątpliwym argumentem” dla podważenia wiarygodności biegłego. Dlaczego? Bo biegli, jak tłumaczy ministerstwo, siłą rzeczy wywodzą się z konkretnych środowisk zawodowych – tam właśnie zdobyli umiejętności, których sąd potrzebuje. Ta sama biografia jest więc, zdaniem resortu, i atutem biegłego, i jego słabym punktem naraz. Co przeważa – rozstrzyga sąd w każdym przypadku indywidualnie.
Standardy wystarczające, bo tak twierdzi ten, kto je ustala
Na pytanie o bardziej rygorystyczne kryteria bezstronności odpowiedź jest krótka: obecne standardy, tożsame z tymi stosowanymi wobec sędziów, są według resortu „na tyle wysokie”, że nie ma potrzeby ich zmieniać. Jednolitych standardów sporządzania opinii też nie będzie – ministerstwo pisze wprost, że nie może być mowy o ich narzucaniu.
Ocena, czy konkretna opinia jest rzetelna i kompletna, należy wyłącznie do sądu orzekającego. Resort się w to nie wtrąca i – jak wynika z odpowiedzi — wtrącać się nie planuje.
Szkolenia? Nie z budżetu państwa
Ostatnia propozycja dotyczyła szkoleń – dla biegłych i dla sędziów, z zakresu wyceny szkód komunikacyjnych. Ministerstwo odpowiada, że biegli to osoby prywatne, wynagradzane za swoje opinie, więc trudno oczekiwać, by ich kształcenie finansował Skarb Państwa. Sędziów też nie da się przeszkolić z każdej dziedziny, z jaką mogą się zetknąć w sprawach cywilnych i karnych.
Jedyna konkretna deklaracja pojawia się na końcu pisma. W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad nową ustawą o biegłych sądowych, która ma uregulować szereg kwestii związanych z wykonywaniem tej funkcji. Projekt czeka już w Rządowym Centrum Legislacji.
Na razie jednak obowiązują stare zasady. Biegły, który wczoraj liczył szkody dla ubezpieczyciela, dziś może liczyć je dla sądu. A ile razy tak się dzieje – tego nikt nie sprawdza.







