Chcesz dowodu osobistego mieszkając za granicą? Wykup dwa bilety lotnicze
Załatwienie nowego dowodu osobistego wymaga dwóch podróży do Polski — raz, żeby złożyć wniosek, drugi raz, żeby odebrać gotowy dokument. Dla obywatela mieszkającego w Berlinie czy Kolonii oznacza to dwa loty, dwa dni urlopu i kilkaset złotych wydanych tylko po to, żeby mieć ważny dowód.
Zwykła sprawa, która okazuje się niezwykle uciążliwa
Do biura poselskiego Pauliny Matysiak zgłosił się obywatel mieszkający od kilku lat w Niemczech. Chciał wyrobić nowy dowód osobisty — i odkrył, że system nie bardzo liczy się z tym, że komuś wygodniej byłoby załatwić to bez dwukrotnego przekraczania granicy. Zgodnie z obowiązującą procedurą wniosek trzeba złożyć osobiście w Polsce, a po jego rozpatrzeniu — wrócić po odbiór.
Nie chodzi o jednostkowy przypadek. Sprawa dotyczy szerokiej grupy Polek i Polaków mieszkających za granicą, dla których każda wizyta w urzędzie oznacza organizację całej podróży.
Trzy ministerstwa, jedno pytanie
Posłanka postanowiła złożyć interpelację jednocześnie do trzech resortów — Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwa Cyfryzacji. Powód: sprawa leży dokładnie na styku ich kompetencji, więc każdy z resortów powienien mieć w sprawie coś do powiedzienia i być może uda się uniknąć sytuacji przezrzucania odpowiedzialności między nimi.
W interpelacji pyta wprost, czy rząd w ogóle analizował możliwość przyjmowania wniosków o dowód osobisty — łącznie z pobieraniem danych biometrycznych — w polskich konsulatach. I co właściwie stoi na przeszkodzie, żeby robić to już teraz.
Jedna wizyta zamiast dwóch
Matysiak wskazuje na rozwiązania, które funkcjonują w innych krajach europejskich: załatwianie dokumentów tożsamości w placówkach konsularnych, odbiór dowodu na miejscu za granicą albo doręczenie go przesyłką rejestrowaną za potwierdzeniem odbioru. Model, w którym cała procedura zamyka się w jednej wizycie, a nie dwóch podróżach przez pół Europy.
Posłanka pyta też o coś, czego jeszcze nikt oficjalnie nie policzył — ile osób mieszkających za granicą rocznie składa wnioski o dowód osobisty. Bez tej liczby trudno ocenić skalę problemu, choć samo biuro poselskie dostaje sygnały, że nie jest to margines.
Bezpieczeństwo dokumentu kontra zdrowy rozsądek
W interpelacji pojawia się zastrzeżenie, którego trudno się czepiać: żadna zmiana nie może obniżyć poziomu bezpieczeństwa dokumentów ani ominąć obowiązku pobrania danych biometrycznych. Chodzi o to, żeby te wymogi dało się pogodzić z prostszą procedurą — nie o rezygnację z nich.
Pytanie, czy resorty w ogóle rozważały taki kompromis, czy dotąd priorytetem było utrzymanie obecnego stanu, pozostaje otwarte. Podobnie jak pytanie, czy ktokolwiek w MSWiA, MSZ albo Ministerstwie Cyfryzacji porównywał polskie rozwiązania z tym, co oferują sąsiedzi.
O odpowiedzi poinformujemy.







