Studia podyplomowe dla nauczycieli: dyplom jest, a kwalifikacji może nie być

Female teacher engaging students in a classroom setting with diverse learners.

Studia podyplomowe dla nauczycieli to coraz popularniejsza ścieżka zdobywania uprawnień do nauczania kolejnego przedmiotu. Problem w tym, że część uczelni oferuje programy, które — choć kończą się wydaniem świadectwa — nie spełniają wymogów prawa. Absolwent wychodzi z dokumentem w ręku i przekonaniem, że ma kwalifikacje. A dyrektor szkoły, który chce go zatrudnić, może mieć problem.

Posłanka Paulina Matysiak skierowała w tej sprawie interpelację jednocześnie do Ministerstwa Edukacji Narodowej i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Obydwa resorty odpowiedziały na pytania.

Nikt nie patrzy na ręce uczelniom

Mechanizm jest prosty do opisania, trudniejszy do naprawienia. Studia wyższe — licencjackie, magisterskie — wymagają zgody ministra, opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej, spełnienia setek wymogów formalnych. Studia podyplomowe? Uczelnia uruchamia je sama, bez żadnej zgody ministerialnej. Ministerstwo Nauki nie prowadzi nawet rejestru takich studiów.

Odpowiedzialność spoczywa więc wyłącznie na uczelni. Ona opracowuje program, ona prowadzi rekrutację, ona wystawia świadectwa. Rektor odpowiada za wszystko — tak przynajmniej mówią przepisy. W praktyce, jak wynika z odpowiedzi MNiSW, ministerstwo reaguje dopiero wtedy, gdy wpłyną sygnały o nieprawidłowościach. Wtedy pisze do rektora z prośbą o wyjaśnienie. Rektor odpowiada, że przeprowadził wewnętrzny audyt i poprawił komunikaty na stronie internetowej. I przeważnie na tym się kończy.

Kto może, a kto nie może — i czy ktoś to sprawdza

Przepisy są dość precyzyjne. Kwalifikacyjne studia podyplomowe dla nauczycieli mogą prowadzić wyłącznie uczelnie, które kształcą nauczycieli również na poziomie studiów pierwszego lub drugiego stopnia w odpowiadającym zakresie. Słuchaczem może zostać tylko ktoś, kto ma już dyplom i odpowiednie przygotowanie merytoryczne do nauczania konkretnego przedmiotu. Studia nie mogą być realizowane wyłącznie online — co najwyżej 25 procent zajęć można prowadzić zdalnie, a praktyki zawodowe muszą odbywać się stacjonarnie.

Tyle teoria. Interpelacja posłanki Matysiak punktuje coś innego: część uczelni przyjmuje na takie studia osoby, które już na etapie rekrutacji nie spełniają warunków. Programy bywają uproszczone do udostępniania materiałów online. A świadectwa — wystawiane bez wszystkich wymaganych elementów.

Ministerstwo Edukacji mówi wprost: „Problem kształcenia nauczycieli na studiach podyplomowych nie wynika z braku regulacji w tym zakresie, tylko z nieprzestrzegania przez uczelnie obowiązujących przepisów.” Krótko i trafnie. Tylko że za tym stwierdzeniem nie idzie żadne konkretne narzędzie egzekwowania.

Co zmieniło się od października 2024 roku

Od 1 października 2024 roku obowiązują nowe wymogi dotyczące treści świadectw ukończenia studiów podyplomowych. Absolwent nauczycielskich studiów podyplomowych powinien teraz otrzymać dokument zawierający m.in. informację o liczbie godzin zajęć prowadzonych zdalnie, o miejscu odbywania praktyk zawodowych i — co kluczowe — wprost wskazujący, że kształcenie odbyło się zgodnie ze standardem przygotowującym do zawodu nauczyciela, z podaniem przedmiotu, który absolwent może nauczać.

To ważna zmiana. Dyrektor szkoły, czytając takie świadectwo, ma teraz więcej danych do oceny, czy kandydat faktycznie spełnia wymagania. Wcześniej świadectwo mogło wyglądać poprawnie, nie mówiąc nic o tym, jak studia były zorganizowane.

Rejestr planowany — nadzór bez danych

Ministerstwo Nauki przyznaje, że dostrzega potrzebę zmian na poziomie ustawy. W planach jest między innymi ograniczenie wymiaru zajęć zdalnych, doprecyzowanie wymogów dla kwalifikacyjnych studiów podyplomowych — i stworzenie rejestru takich studiów. Na razie to konsultacje ze środowiskiem akademickim. Terminu nie podano.

Ministerstwo Edukacji ze swojej strony zapowiedziało, że wystąpi do MNiSW w sprawie „zapewnienia odpowiedniego nadzoru” i „rozważenia możliwości wprowadzenia dodatkowych regulacji”. Obie instytucje kierują palcem na siebie nawzajem — i obie mają rację, że coś trzeba zrobić.

W Polskiej Komisji Akredytacyjnej działa już Zespół do spraw kształcenia nauczycieli, powołany na wniosek Ministerstwa Edukacji. Ocenia on studia nauczycielskie. Studia podyplomowe — te, o które chodzi w całej tej sprawie — pozostają poza systemem akredytacji.

Nauczyciel w pułapce przepisów

Dla osoby, która skończyła studia podyplomowe prowadzone niezgodnie z przepisami, sytuacja jest trudna. Ministerstwo Nauki przyznaje, że absolwent ma prawo do dokumentu „wolnego od wad” — jeśli świadectwo zawiera błędy, może się zwrócić do uczelni o nowe. Ale co, jeśli problem nie leży w błędach formalnych, tylko w tym, że cały program był nieprawidłowy? Na to pytanie odpowiedzi w dokumentach nie ma.

Pytanie o to, czy takie studia mogą stanowić podstawę do uznania kwalifikacji nauczycielskich, MNiSW odsyła do MEN — bo to minister edukacji określa szczegółowe wymagania kwalifikacyjne nauczycieli. MEN z kolei nie orzeka w konkretnych sprawach. Dyrektor szkoły decyduje sam, patrząc na dokumenty kandydata.

Nauczyciel, który wydał kilka tysięcy złotych na studia i kilka miesięcy spędził na webinarach, może się więc okazać — przy zatrudnieniu, przy awansie zawodowym, przy kontroli — osobą bez ważnych kwalifikacji. Bez żadnej ścieżki odwoławczej i bez możliwości odzyskania poniesionych kosztów.

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też