Mieszkanie za grosze, presja za miliony. Nowy biznes na cudzej krzywdzie
Kupić ułamek mieszkania, a potem zrujnować życie jego mieszkańcom. Brzmi jak scenariusz z kryminału, ale to coraz powszechniejsza praktyka na polskim rynku nieruchomości. Posłanka Paulina Matysiak skierowała interpelację do Ministerstwa Sprawiedliwości, domagając się reakcji państwa.
„Model biznesowy” kosztem lokatorów
Schemat jest prosty i bezwzględny. Podmiot wyspecjalizowany w tego rodzaju działalności wyszukuje nieruchomości o nieuregulowanym lub skomplikowanym stanie prawnym – najczęściej takie, w których trwa sprawa spadkowa między wieloma osobami. Następnie skupuje niewielki, często symboliczny udział we współwłasności. I tu zaczyna się właściwa część „biznesu”.
Wobec osób faktycznie zamieszkujących lokal ruszają działania, które trudno nazwać inaczej niż nękaniem: presyja w wiadomościach, groźby interwencji policji, żądania danych osobowych domowników. W następnej kolejności pojawiają się pozwy – o eksmisję i o zapłatę za bezumowne korzystanie z lokalu, często opiewające na wielomiesięczne, a nawet wieloletnie należności sięgające setek tysięcy złotych.
Co szczególnie bulwersujące – roszczenia finansowe obejmują nierzadko okres, w którym podmiot dochodzący zapłaty nie posiadał jeszcze żadnych praw do danego lokalu.
Lokatorki płaciły czynsz. I tak dostały pozew
Sprawa opisana w interpelacji posłanki Matysiak dotyczy kobiet, które regularnie opłacały czynsz administracyjny i media. Mieszkały w lokalu objętym skomplikowanym postępowaniem spadkowym. Mimo tego zostały zaatakowane całym arsenałem narzędzi prawnych przez podmiot, który nabył jedynie drobny ułamek własności.
Jak wskazuje posłanka, mechanizm ten jest szczególnie bezwzględny wobec osób z niepełnosprawnościami i osób o niskich dochodach – czyli tych, które mają najmniejsze zasoby, by bronić się w długotrwałym sporze sądowym. Przewaga organizacyjna i finansowa „inwestora” nad lokatorem jest tutaj wkalkulowana w strategię od samego początku.
Kurs na czyścicielstwo – legalnie i w garniturze
To, co szczególnie niepokoi, to jawność całego procederu. Opisane praktyki są – jak wynika z interpelacji – wprost prezentowane na szkoleniach i kursach dotyczących „zarabiania na udziałach w nieruchomościach”. Czyścicielstwo w białych rękawiczkach stało się więc produktem edukacyjnym.
Posłanka Matysiak pyta Ministerstwo Sprawiedliwości wprost: czy obowiązujące przepisy są wystarczające? Czy możliwe jest wprowadzenie testu proporcjonalności przy rozpatrywaniu spraw o eksmisję inicjowanych przez nabywców mikroudziałów? Czy należy ograniczyć możliwość samodzielnego dochodzenia eksmisji przez podmiot posiadający tylko ułamek współwłasności?
Prawo własności jako narzędzie nacisku
W tle całej sprawy leży fundamentalne pytanie o granice prawa własności. Przepisy chroniące współwłaścicieli były tworzone z myślą o ochronie uzasadnionych interesów, nie o stworzeniu dźwigni do ekonomicznego terroryzowania lokatorów. Tymczasem luka między literą prawa a jego społeczną funkcją staje się lukratywnym interesem.
O odpowiedzi poinformujemy.







