Autobus w święta? Zapomnij. Posłanka pyta ministra o transport, którego nie ma

Red bus stop surrounded by frosty trees in Övertorneå, Sweden.

Paulina Matysiak w grudniu złożyła interpelację w sprawie, która dotyka setki tysięcy Polek i Polaków każdego roku – i to w najbardziej newralgicznym momencie: podczas świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Problem jest prosty i dotkliwy: autobusy po prostu nie kursują. Niedawno przyszła odpowiedź z ministerstwa.

Kolej bije rekordy, autobus znika

Polska kolej pasażerska notuje historyczne wyniki frekwencji. W czasie świąt i długich weekendów pociągi jeżdżą wypełnione ponad sto procent – tak, to nie pomyłka. Pasażerowie podróżują na stojąco, wykupują bilety z wyprzedzeniem tygodni, a PKP Intercity chwali się kolejnymi rekordami. Na tym tle obraz autobusowego transportu publicznego wygląda jak sceneria z zupełnie innego kraju.

25 i 26 grudnia oraz 1 stycznia autobusy publicznego transportu zbiorowego nie kursują w ogóle. W Wigilię i w sylwestra znikają z ulic już około godziny 15. Dla mieszkańca dużego miasta to co najwyżej drobna niedogodność – w końcu metro i tramwaj jeżdżą dalej. Dla kogoś z mniejszej miejscowości, kto nie ma własnego samochodu, to koniec możliwości dotarcia gdziekolwiek.

Wykluczenie w świątecznej oprawie

Posłanka Matysiak wskazuje wprost: gdy transport autobusowy w kluczowych dniach roku znika, setki tysięcy ludzi zostają odcięte od rodziny. Nie chodzi o komfort – chodzi o podstawową możliwość przemieszczania się. Polska wieś i mniejsze miasta są nadal w ogromnym stopniu zależne od autobusów, bo kolej po prostu tam nie dociera.

To szczególnie gorzka ironia. Gdy rząd chwali się sukcesami transportu publicznego i rekordową liczbą pasażerów, część Polaków siedzi w domu – nie dlatego, że tak chce, lecz dlatego, że nie ma innego wyjścia. Równość dostępu do transportu kończy się tam, gdzie kończy się zasięg kolei i komunikacji miejskiej.

Ministerstwo odpowiada: są plany, trwają analizy

W odpowiedzi na interpelację Sekretarz Stanu Stanisław Bukowiec poinformował, że Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad projektem ustawy o zmianie ustawy o publicznym transporcie zbiorowym (UD232). Planowane przepisy mają wprowadzić minimalne usługi publicznego transportu zbiorowego – czyli ustawowy standard połączeń między siedzibami powiatów a gminami, dostępnych zarówno w dni robocze, jak i wolne od pracy.

Co więcej, spełnienie tego standardu ma być warunkiem uzyskania dopłaty z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. To rozwiązanie sensowne: jeśli gmina chce publicznych pieniędzy na dofinansowanie linii, musi zapewnić minimalną częstotliwość kursów – również w święta.

Resort zapowiada też zupełnie nową kategorię usług: transport na żądanie. Ma to być elastyczne uzupełnienie regularnych linii, skierowane przede wszystkim do mieszkańców terenów wiejskich i wyludniających się. Zamiast autobusu jeżdżącego po pustej trasie – pojazd uruchamiany wtedy, gdy ktoś rzeczywiście potrzebuje dojechać.

Dobre chęci to za mało

Brzmi obiecująco – ale konkretów na razie brak. Ministerstwo przyznaje wprost, że wciąż trwają analizy dotyczące liczby par połączeń, które będą tworzyły ów minimalny standard. Nie wiadomo, kiedy projekt trafi do Sejmu ani kiedy przepisy wejdą w życie.

 
Jeśli chcesz otrzymywać więcej takich treści i być na bieżąco z nowościami, zapisz się do mojego newslettera.

Czytaj też